|
2010-06-02 12:57
Jako, że początek, zapewne nachalnej, kampanii lada dzień chciałbym tu zachęcić wszystkich Państwa do rozważnego obejrzenia krótkiego filmu, który doskonale oddaje obecną fiskalną rzeczywistość w naszym kraju. Wiedzcie Państwo, że p. Janusz Korwin-Mikke jest jedynym kandydatem na prezydenta, który jest od kilkudziesięciu lat stanowczym zwolennikiem likwidacji większości podatków (np. NFZ, ZUS i przede wszystkim podatku dochodowego). Jest wiele ludzi, którzy nie wyobrażają sobie życia bez tak wysokich podatków jakie są obecnie. W momencie gdy ktoś mówi o zniesieniu większości podatków prości ludzie pukają się w czoło mówiąc, że to niemożliwe. Otóż jest to absolutnie MOŻLIWE (tak już kiedyś było) pod warunkiem LIKWIDACJI takich molochów kradnących pieniądze jak np. NFZ czy ZUS. Dlatego proszę Państwa o zagłosowanie i zachęcenie swoich znajomych do głosowania na p. Janusza Korwin-Mikkego. Nawet jeśli ten jedyny zdroworozsądkowy człowiek nie wygra to i tak ma szansę na wypromowanie siebie i uświadomienie szerszej, zindoktrynowanej już, publiczności kto obecnie nami rządzi i czym się różnią kolejne rządy PiS, PO, PSL i (tfu!) SLD. Zdaje sobie sprawę, że w demokracji trudno wygrać człowiekowi najlepszemu ze stawki przez prosty fakt: większość jest zawsze głupia ale pokażmy, że istnieje silna opozycja do obecnego politykerstwa spod Wiejskiej.
Bardzo spodobał mi się komentarz na YouTube'ie pod jednym z nagrań JKM: "MikkeA279; jest fucking geniuszem. Wszystko co mowi jest logiczne i proste, dlatego nie sposob sie z nim klocic czy debatowac. Dlatego tez nie zostanie prezydentem"
kategoria:
Polityka
Komentarze (0)
2010-02-03 21:53
Zdarzyło mi się dziś odpalić telewizor. Nie oczekując zbyt wiele rozpocząłem rutynową procedurę szukania czegoś co da się oglądać. Nie znalazłem, za to na TVP3 (tfu!) zobaczyłem mordę jakiejś posłanki, która jak przystało w dobie wojujących feministek, została podpisana jako "poseł". Jej sprawa. Właściwie nawet nie wyglądała na kobietę. Do rzeczy. Była to komisja hazardowa, na której, nadużyję tutaj słowa, "przesłuchiwany" był filozof-historyk (ukończył historię na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego) Grzegorz Schetyna. Nie podejmę próby analizowania tutaj tego o co chodzi, kto ma rację a kto nie, w całej tej szopce pt. afera hazardowa. Myślę, że nikt do końca nie wie, włączając w to obecnych wtedy na sali przesłuchań (która mieści się chyba w sejmie). Chciałbym zwrócić jedynie na zachowanie przesłuchujących i przesłuchiwanych ze szczególnym uwzględnieniem PAŃ. Czy oglądając tego typu show ludzie nie czują, że w tej cholernej demokracji jest coś nie tak? Patrząc na ową panią posłankę.. pardon - poseł, jak ona się zachowywała, jak inteligentnie ucinała głos Schetynie, jak intrygująco i z pełną powagą zadawała znaczące dla sprawy pytania. I pomyśleć, że jeszcze 100 lat temu sufrażystki do powiedzenia (nie*) miały nic a polityką zajmowali się tylko mężczyźni... Niestety co i raz szersze kręgi mężczyzn, potem kobiety, teraz jakieś lewackie podrygi żeby dać głosować i szympansom, w końcu DNA podobne... Jeżeli czytają to Panie to proszę o szczególną wyrozumiałość. Znam pojedyncze przypadki niezwykle inteligentnych czy rozsądnych** kobiet nadających się na polityków. Chodzi tu o bardzo dobrze wskazaną przez pana JKM'a naturę kobiet do logiki i opiekuńczości, która w polityce jest najkrótszą drogą do tego w czym żyjemy teraz, czyli do soc-demokracji albo do bardziej wymownej soc-eurokracji. Dobra kobieta-polityk ma zawsze cechy męskie. Niekoniecznie wąsy czy brodę (choć i to zazwyczaj idzie w parze) ale stanowczość i w miarę rozwinięte poczucie logiki ;). Co nie znaczy, że wszyscy (czy nawet większość) mężczyzn nadaje się do polityki!! NORMALNI mężczyźni (nie zniewieściali) mają jedynie naturalną tendencję do podejmowania własnych, często ryzykownych, decyzji, co stawia ich w lepszej pozycji na wolnościowego, liberalnego (przede wszystkim ekonomicznie a nie koniecznie obyczajowo) polityka. Taki mężczyzna bez obecnego medialnego prania mózgu nie narzucałby obywatelom płacenia składek na ZUS, bo po cholerę kogoś zmuszać jak ktoś będzie chciał to się ubezpieczy (szczególnie, że ludzie obecnie płacą składki przez 40 lat pracy a potem na emeryturze żyją 20 lat; a co z resztą pieniędzy, które normalnie by odziedziczyli potomni? A ZUS paradoksalnie bankrutuje...) W obecnym składzie rządu nie znajdziemy jednostki, która nie była przesiąknięta ideami opieki wszelakiej. No ale to już wina demokracji. Ludzie wolą jak im się mówi, że zapewni się to i tamto. Zasiłki, dosiłki, płace minimalne etc. Dlatego politykowi, który wie, że w zależności od tego co będzie proponował dostanie głos albo nie, nie opłaca się być wolnościowym, bo by nie miał co do gara włożyć. ;) Dosłownie. Jedyne partie w pełni liberalne to niewielu osobom znane: UPR (Unia Polityki Realnej) i WiP (Wolność i Praworządność) a one żyją (WiP ledwo żyje) ze składek.
* czyż nie lepiej brzmi pojedyncze zaprzeczenie?
kategoria:
Polityka
Komentarze (0)
2009-07-21 23:58
Nic tak mnie nie rozwścieka jak masy (najczęściej pseudointeligencji tworzące elektorat PO), które popierają miasto w sprawie KDT. ONI O NIEJ NIC NIE WIEDZĄ O TEJ SPRAWIE!! Mam taką żelazną zasadę, że nie piszę o tym na czym się nie znam albo o tym czego szczegóły są mi nieznane. A są tacy, którzy zajmują tylko dlatego stanowisko stolicy, bo rządzi nią PO-wiec Waltz. Te debilne masy, pseudoideologowie, którzy murem stoją za PO powinni się odwrócić i w rzeczony mur walnąć łbem parę razy. Całą sprawą się żywo zainteresowałem, bo jeszcze kilka miesięcy temu (!) przeczytałem w Najwyższym Czasie, że niedługo kupcom kończy się umowa 'gruntowa' z miastem. Przeczytałem tam, że już poprzednie rządy stolicy obiecywały jakieś nowe miejsce dla kupców, tak żeby można było uprzątnąć blaszaną prowizorkę i wybudować tam jakąś inną, która miałaby być muzeum czegoś tam. Z tego co wyczytałem wynikało również, że miasto dogadało się z kupcami i kupcy wyłożą WŁASNE PIENIĄDZE (prawidłowo) na budowę centrum handlowego przy skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, przy wejściu do metra. Nie wiem co spowodowało, że do tego nie doszło. Jeśli to wina miasta, które okłamało kupców z KDT, to patrząc na te kordony policji, będące pachołkami niesprawiedliwego reżimu Waltzowej, chce mi się ich lać po mordach, pomimo, że nigdy wcześniej nie wykazywałem takich tendencji. Jeśli jednak to prawda, że miasto było fair wobec kupców i oferowało KORZYSTNE, w stosunku do obiecywanych, oferty przeniesienia KDT to miasto absolutnie miało prawo użyć siły i sam bym tak postąpił. Tak więc dla mnie nic w tej sprawie nie jest oczywiste a patrząc na tych drobnych metroseksualistów, którzy stali pod KDT (protestując w ten sposób(?)), z karteczkami w rączkach, na których wyrażali swoje niezadowolenie z blaszanych prowizorek to mnie coś strzela. Te blaszane prowizorki to był, z tego co słyszałem, jedyny "wolny rynek" jeszcze naście lat temu gdy PRL rozdawał swoje karty...
[edit] Widzę, że są jeszcze ludzie rozsądni: rylec.
kategoria:
Polityka
Komentarze (4)
2009-07-11 19:22
Dla niezaznajomionych z tematem daje li Od razu uprzedzam: nie czytałem całej polskiej konstytucji (chociaż obiecuję to sobie od pewnego czasu). Mimo wszystko podejmę temat, ponieważ Trybunał Konstytucyjny rozpatrując zażalenie pewnego UPR-owca (pana Felicjana Gajdusa), dotyczące obowiązku zapinania pasów, de facto olał konstytucję, przyznając przy tym, że: Rzeczywiście pasy ograniczają swobodę i wolność wyboru, ale korzyści z zapiętych pasów są dużo większe. To jest podejście socjalisty (a takich nie znoszę). Pan Gajdus, który wytknął i pokazał paluchem, że coś jest niespójne z konstytucją, został odesłany z kwitkiem, pomimo, że ma rację! Nie jakąś tam "samozwańczą", ideologiczną rację. To jest wedle dzisiejszego prawa racja prawna - mam na myśli rację, która w świetle prawa nie podlega żadnym dyskusjom. To tak jakby najpierw zdefiniować, że okrąg to zbiór wszystkich punktów płaszczyzny odległych od ustalonego punktu o zadaną odległość a potem temu zaprzeczać. To jest wredny, niejawny typ socjalizmu. Okłamujemy masy, zmieniamy ich wartości i sposób myślenia tak by ludzie, zdając sobie sprawę z tego, że wolność i swoboda decydowania o własnym losie to jedne z najważniejszych (doczesnych) wartości, jednocześnie wbijając im, od czasu do czasu, z tyłu głowy nowe ale - takie nowe odstępstwo od reguły. Dla jasności - mówimy Kowalskiemu: "możesz robić wszystko nie krzywdząc przy tym innych:
Te kolejne ale, dotyczące wszelkich możliwych aspektów życia, mnożą się i będą się mnożyły dopóki:
Te dwa ostatnie ale są absurdalne jak wszystkie inne powyżej, z tą różnicą, że teraz się z nich śmiejemy a za parę lat będziemy na nie reagowali tak jak na pozostałe. Cytując raz jeszcze: Rzeczywiście pasy ograniczają swobodę i wolność wyboru, ale korzyści z zapiętych pasów są dużo większe. Odpowiadam, że prawny nakaz mycia zębów byłby również ograniczeniem wolności ale za to korzyści z obowiązkowych wizyt u dentysty, który by sprawdzał czy je regularnie myjemy byłby większy. To taki typowy, sofizmatyczny tok myślenia (czy właściwie - bełkot) pierwszego lepszego towarzysza. Jedynym logicznie uzasadnionym (choć nie do końca) tłumaczeniem jest: Kwestia bezpieczeństwa obywatela, to sprawa nas wszystkich, bo my wszyscy płacimy za bardzo kosztowne operacje ofiar wypadków drogowych. Pomimo, że statystycznie OCZYWIŚCIE gorzej wypadają ludzie ulegający wypadkom będąc niezapiętymi pasami, to są i przypadki gdy odpięte pasy ratują życie. Przykład: pan Zientarski. Z tego co wiem przeżył tylko dzięki temu, że względnie fortunnie wyleciał z samochodu, który się doszczętnie spalił. Wracając do cytatu: problem w tym, że nikt nie powinien płacić za nikogo pod przymusem jakim jest państwowa "opieka" zdrowia. Gdybyśmy żyli w państwie normalnym, bez upaństwowionej służby zdrowia, to ten jedyny, logiczny argument, mający sens tylko w tych okolicznościach, nie miałby go. W tym miejscu chciałbym coś wyjaśnić wszystkim, którzy przyklaskują pomysłom ograniczającym naszą wolność w imię ochrony naszego zdrowia i życia. Tu nie chodzi o to, że pasy są złe i zabijają. Jak napisałem wcześniej statystycznie jest wręcz odwrotnie. To samo tyczy się innych ograniczeń naszej wolności, jak np. zakaz używania narkotyków czy zakaz eutanazji (oczywiście z woli osoby, która ma być zabita). Dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że narkotyki w niczym nie pomagają a powoli zabijają człowieka. Tak samo wiemy, że nie rozważnie jest siedzieć w oknie na dziesiątym piętrze. Dlaczego więc jestem przeciwko zakazom takich ryzykownych, niemądrych czy nierozważnych zachowań? Ponieważ człowieka nie można traktować jak krowę. Człowieka należy traktować poważnie. Niezależnie od tego czy człowiek takim jest czy nie. Jeśli nie jest to albo się przystosuje, po tym gdy go los nauczy jak należy postępować albo przedwcześnie zginie (selekcja naturalna). Nie ma innej opcji. Prawo powinno dostosować się do ludzi odpowiedzialnych, normalnych, tak żeby prawo sprzyjało właśnie im! Jak człowiek chce dyndać nogami siedząc w oknie PKiNu w Warszawie czy zapalić trawę to niech to robi, prawo mu tego nie powinno zabraniać. To tylko i wyłącznie jego sprawa, nikomu tym krzywdy nie robi, może zrobić krzywdę tylko i wyłącznie sobie. Od pilnowania dzieci jest matka a nie państwo! Na koniec cytat z wycinka notki p. Janusza Korwin-Mikkego na ten sam temat:
Dla mnie sprawa jest jasna jak słońce i prosta jak carska szosa: podstawą prawa rzymskiego jest zasada „Volenti non fit iniuria” - i ta zasada jest pogwałcona przez nakaz jazdy w pasach. Nie wiem, czy każdy jest kowalem swojego losu – wiem natomiast, że państwo powinno traktować każdego, jakby był kowalem swojego losu. Bo ludzie traktowani jak małe dzieci po prostu dziecinnieją – co widać na każdym kroku. I jest zupełnie obojętne, czy dzięki stosowaniu zasady „Chcącemu nie dzieje się krzywda” zginie o 2000 osób więcej – czy mniej. Skoro wolno mi popełnić samobójstwo – to wolno i jeździć bez pasów. To moja – i tylko moja sprawa. Jeśli w wyniku własnej decyzji ginie człowiek – to jego prywatna sprawa. Jeśli ginie 10.000 ludzi – to jest to 10.000 prywatnych spraw – a nie „problem społeczny”.
kategoria:
Polityka
Komentarze (9)
2009-07-09 19:15
Paręnaście minut temu usłyszałem z telewizorni, że mówią o broni. Właściwie o jakimś setnym projekcie ustawy mającym ułatwić dostęp do broni. "Pomysłodawcy" są z PO. Jeszcze kilka miesięcy temu dość głośno było o panu Czumie, którego szybko zlinczowały media wszelkiej maści (nie tylko te państwowe, chociaż z moich odczuć tam podchodzono do tego pomysłu najmniej obiektywnie), właśnie za pomysł liberalizacji prawa dotyczącego przyznawania pozwoleń na broń. Być może to tylko zabieg mający na celu uzyskanie przychylności do partii takich ludzi jak ja, niemniej stawiam duży plus za odwagę próby, w ogóle, odezwania się w czasach miażdżącej "troski o bezpieczeństwo obywatela". Co jednak skłoniło mnie do napisania tej notki to jak zwykle sposób przedstawienia tego newsa w TVP1 albo TVP2 (jedno g**no włącznie z TVP3). Po pokazaniu człowieka, który uczciwie powiedział, że Szwajcarii nikt nie odważy się "najechać" dopóki jest tam OBOWIĄZEK posiadania broni, pokazano strzelające kobiety... Taki obrazek w dobie (tfu!) tolerancji jest chyba podświadomym szowinizmem (w potocznym rozumieniu i pojmowaniu szowinizmu; w gruncie rzeczy to czysty zdrowy rozsądek ;)), który przekona ogromną część mas, że "rozdanie" broni nie jest dobrym pomysłem. Pokazano kobietę z kałachem strzelającą sobie gdzieś w lesie, w USA oczywiście. Nie zapomniano również o pokazaniu tragicznych wydarzeń ze strzelanin, z jakiś amerykańskich szkół a wszystko skwitowano obrazkiem kobiety z krótką bronią, zdmuchującą powystrzałowy dymek unoszący się nad wylotem lufy pistoletu i jakimś ironicznym komentarzem, w którym wspomniano coś o tym, że sztrzelanie (jest)/(nie ma być) sexy. Po prostu szlag trafia. Od razu przypomniało mi się o projekcie wniesionym przez PO aby odpaństwowić tą cholerną TVP. Z tego co wiem prezydent groził wetem i nagle ucichło. Swoją drogą ciekawe do czego prezydentowi TVP? Może po tym jak posłowie PiS zadeklarowali się, że nie będą udzielali wywiadów telewizji TVN, obawia się, że w ogóle nie będzie miał gdzie wygłaszać orędzia... Nie wiem. Zdaje mi się, że TVP stała się nawet bardziej pro-POwska więc sprzedanie TVP powinno być dla niego korzystne. No ale skoro jednak groził paluchem mówiąc, że zawetuje, to pewnie jakieś powody, które nie wpadły mi do głowy, ma. Zdając sobie sprawę z tego, że to co tu piszę czytają Prawi Ludzie, zwolennicy PO, niezrzeszeni no i lewacy, apeluję kolejno:
===[EDIT]=== li li
kategoria:
Polityka
Komentarze (1)
2009-06-05 15:25
Dowcip, który znalazłem i zamieściłem poniżej genialnie demaskuje kierunek, w którym brnie poziom nauczania matematyki w państwowych szkołach.
Oto i on: Ewolucja metod nauczania matematyki na przykładzie zadań egzaminacyjnych. Najbardziej dosadny jest bez wątpienia rok 2002. No ale niestety... samo życie!
+++++++++++++ znalezione na: http://roflcopter.pl/ (polecam)
kategoria:
Polityka
Komentarze (1)
2009-04-09 14:30
Wiele razy spotykałem się z kobietami, które dumnie mówią, że to właśnie kobiety stanowią większość na studiach wyższych i w liceach. Cóż, już tu możemy zauważyć naiwność, głupotę i łatwowierność kobiety, która podchodzi do tego bezkrytycznie. Jak wiadomo, kobiety stanowią większość na świecie ale i w Polsce. Skoro wszyscy mają obowiązek chodzić do szkoły (czego jestem przeciwnikiem), to i w liceach większość powinny stanowić panie. "Powinny", bo są jeszcze inne rodzaje szkół od liceów, jednak w tych dominują mężczyźni (co świadczy o ich mądrości). Jednak większość w populacji to oczywiście nie wszystko. Studia, dzięki Bogu, są jeszcze nieobowiązkowe. No więc dlaczego kobiety faktycznie stanowią większość na studiach? Zacznijmy od tego co czuje taka kobieta mówiąc, że jej płeć dominuje wśród studentów (studenci (r.męski)=studenci(r.męski)+studetki(r.żeński)). Niewątpliwie słysząc coś takiego czuje się wyróżniona będąc włączoną w poczet studentów. Bycie studentem jest wg tego rozumowania czymś niezwykle wyjątkowym, wyróżniającym i pozytywnym. Wg mnie (mężczyzny) w dzisiejszych czasach bycie studentem a nawet posiadanie wyższego wykształcenia ABSOLUTNIE NIE ŚWIADCZY o inteligencji człowieka. W ogóle studiowanie przedmiotów humanistycznych (splunięcie) nie powinno być mieszane z czymś tak elitarnym i szlachetnym jak nauki ścisłe. Nie można tytułować tak samo nauczyciela matematyki, biologii, chemii czy fizyki i nauczycielkę/nauczyciela od polskiego czy historii. To jest obraza i "degradacja naukowa" kogoś kto poświęcił się matematyce/fizyce. Zdecydowana większość kobiet studiuje na wydziałach dla nich przystosowanych, czyli HUMANISTYCZNYCH lub po prostu nieścisłych (geografia, filologie czy [o zgrozo!] filozofie itp.). Studiowanie nauk humanistycznych absolutnie nie wymaga promila wkładu intelektualnego, który musimy wykorzystać studiując naukę ścisłą. Nauki humanistyczne nie kształtują INTELIGENCJI człowieka a jego MĄDROŚĆ. Postuluję tu rozróżnienie dwóch pojęć używanych na co dzień naprzemiennie. Moim zdaniem powinno być jasne rozróżnienie, tak żeby język nie odważył się powiedzieć, że pani od polskiego, angielskiego czy niemieckiego jest inteligentna. Bo to bluźnierstwo wobec potęgi umysłu ludzi naprawdę inteligentnych i bystrych studiujących przedmioty ścisłe. Fakt, że kobiety stanowią większość na studiach wyższych świadczy o upadku szkół wyższych. Kiedyś posiadanie tytułu naukowego magistra było czymś niezwykłym i niezaprzeczalnie elitarnym. Dziś gdy poważny człowiek, będący "na bieżąco" w swojej dziedzinie tytułuje się magistrem tak samo jak pani od matematyki, która mówi, że ma ważniejsze sprawy od sprawdzenia naszych sprawdzianów, bo musi coś zrobić w domu (przykład z życia wzięty!) to mnie cholera bierze i zaczynam kipieć nieprzejednanym szowinizmem. Oboje uczą przedmiotów ścisłych. To też jest niedopuszczalne! Kobieta, o której piszę uczy matematyki i mogę dać sobie głowę uciąć, że takich jest i będzie coraz więcej. Kobieta ta popełnia mnóstwo błędów robiąc rzeczy ABSOLUTNIE podstawowe (program liceum). To jest niedopuszczalne i winno być piętnowane. Nie jestem zwolennikiem różnie pojmowanego równouprawnienia. Jestem zwolennikiem poważnych szkół z poważnymi nauczycielami, zaangażowanymi w nauczany przedmiot nauczycielami(r.męski). Nauczyciel nie powinien dorabiać sobie w żaden inny sposób, nie powinien mieć na głowie opieki nad dzieckiem i nie powinien mieć żadnej innej pracy żeby sobie "dorobić". Powinien być wyjątkowy, najlepszy ze swojego "studenckiego rocznika", tak żeby najlepszy kształcił nowych amatorów nauk. Z doświadczenia wiem jak wygląda nauczanie laymen'a innych laymen'ów (ang. layman - laik). Jeśli na dodatek jest to kobieta to skutki są katastrofalne. Ludzie w ten sposób "wykształceni" idą na studia i w ten sposób poziom nauczania na studiach zostaje zniżony do poziomu przeciętnej blondynki. Tak więc:
Nie wiem czy można nazwać to wszystko "dyskryminacją". Faceci z reguły są inteligentniejsi, od kobiet (co nie znaczy, że takich nie ma, znam takie) a więc to oni mają predyspozycje do nauk ścisłych dlatego to ich powinno się faworyzować na takich kierunkach. Rzecz naturalna. Analogia: zazwyczaj kobiety zarabiają więcej wykonując zawody "kobiece" niż facet w tym samym zawodzie, bo są lepsze, mają do tego predyspozycję. Tak samo facet zarabia więcej będąc managerem, bo męską cechą jest zardność, bystrość, logika podejmowanych działań, mają do tego naturalne predyspozycje. Przecież to dobrze, jeśli bardziej nagradzamy tych, którzy w danej dziedzinie są lepsi. Tak więc stop nahalnemu, ślepemu równouprawnieniu.
kategoria:
Filozofia
Komentarze (0)
2009-03-22 22:47
Naszła mnie refleksja. Otóż od pewnego czasu irytuje mnie pewna kobieta, która uczy w pewnym z gimnazjów j. ang. Głupia baba, która myśli, że myśli samodzielnie i alternatywnie-"poprawnie". W jej opiniach nt. czegokolwiek wieje aż prymitywnością, kobiecą naiwnością i nieuzasadnioną pewnością siebie. Moim zdaniem to twór naszych czasów. Po części też UE, która BAAARDZO determinuje nasz europejski świat. Myślę, że to nie przesada ani nadużycie (choć nie będę tego teraz argumentował). Taka kobita ma magistra i myśli, że naprawdę myśli. Zwolenniczka dyskusji o kompletnych bzdurach. Przykłady: globalizacja, glob. ocieplenie, prawa zwierząt(!), samotność i ogólna pojęta inność. Taka przeciętna baba-plotkara. Co jednak najbardziej pali i daje po oczach i uszach to ignorancja wobec Świata Nauk Ścisłych (matematyka; fizyka; informatyka - kompletna olewka). O tym konkretniej chciałbym napisać. Ta kobita widzi takich ludzi jako odludków, niewartych wspominania i poznania. W dzisiejszych czasach większość ludzi głównie MŁODYCH, widzi takich ludzi jak informatyk czy matematyk jako odludka, który w domyśle jest głupszy i mniej towarzyski od przeciętnego człowieka. Zauważyłem, że ludzie starsi (po 40.) nie mają takich tendencji. Oni nie wspominają o takich ludziach, bo wiedzą, że są po prostu głupsi. To jak najbardziej odpowiednie słowo. Jestem przekonany, że ludzie, którzy gardzą naukami ścisłymi i ludzi zajmujących się nimi, KOMPLETNIE nie wiedzą z czym się ma matematyka, informatyka czy fizyka. Są to idioci, po prostu, nazywajmy rzeczy po imieniu. Daje głowę, że mają traumę z dzieciństwa po rzeczach, które nie rozumiały. Nieważne czy miały dobre oceny czy nie, po prostu nie rozumiały czegoś. Tacy ludzie po prostu dla mnie powinni siedzieć bardzo pokornie w kącie schowka na miotły, ucząc się/nauczając języka. To naprawdę bardzo prymitywne w porównaniu z Matematyką. Czapki z głów. Tak więc drodzy Idioci - nabierzcie trochę pokory przychodząc na jakieś otwarte kółko zainteresowań do XIV LO im. Staszica w Warszawie. POKORY!
kategoria:
Filozofia
Komentarze (0)
2009-02-26 15:47
Gospodarka to ustrój/model gospodarczy, który określa organizację produkcji i sprzedaży; jest to sposób produkcji i organizacji transferów finansowych pomiędzy osobami prywatnymi, firmami, korporacjami i państwem. Innymi słowy to całkowite kontrolowanie produkcji przez państwo lub oddanie kontroli "niewidzialnej ręce rynku" (jest jeszcze coś pomiędzy czyli aktualny etatyzm). Kwestia wyboru ustroju gospodarczego nie jest bez znaczenia, ponieważ ma ona ogromny wpływ na życie każdego, determinuje dosłownie wszystko. Od poziomu życia ludzi, przez religię, do wyrazu twarzy przeciętnego obywatela. Dlatego też tak ważne jest aby znaleźć najoptymalniejszy z realnych sposobów umożliwienia bogacenia się tych, którzy na to zasługują, czyli ludzi pełnych zapału, ludzi umiejętnych, utalentowanych, chętnych do podejmowania ryzyka, konkurowania i bogacenia się. Gospodarka centralnie planowana i wolnorynkowa leżą na dwóch, przeciwnych biegunach. Różnica między nimi jest zasadnicza. Gospodarka centralnie planowana powierza wszystko w ręce urzędników lub przywódców, którzy manipulują cenami, poziomem zatrudnienia i wszystkim tym co związane z produkcją i pieniędzmi. Wolnorynkowość znaczy zupełnie co innego, jest to odwrotność g.c.p.1, ponieważ sposób produkcji i sprzedaży jest powierzany ludziom zainteresowanym, bez interwencji pośrednika. W wolnej gospodarce nie ma żadnych ograniczeń np. co do produkcji czegokolwiek. Jeśli jest popyt na dany towar, to ten towar ktoś produkuje. Jeśli jest duży popyt, to coraz więcej ludzi zajmuje się produkcją, ponieważ ci ludzie wiedzą, że mogą się na tym wzbogacić. Nikt nie traci. Z czasem towar tanieje, w skutek konkurencji, staje się dobrem powszechnym. Cena w tym wypadku jest regulowana naturalnie, przez popyt i podaż. Ludzie pomysłowi, którzy dany towar wyprodukowali/opatentowali pierwsi, korzystają najbardziej, co jest nagrodą za twórczość i motywacją (!) do dalszego kreatywnego działania, a więc postępu! Dlatego jest to poprawne również moralnie - dostaję pieniądze za wykonaną pracę/pomysł. Taki system uruchamia konkurencję, aktywuje ludzką pomysłowość i chęć do owocnej pracy. W kraju socjalistycznym, gdzie panuje gospodarka centralnie planowana jest zupełnie na odwrót. Wynika to z innego kierowania gospodarką. Zamiast racjonalnego rozmieszczenia ludzi w różnych sektorach gospodarki, które w wolnej gospodarce determinuje popyt i podaż, ludzie pociągający za sznurki ustalają priorytety gospodarcze często wg własnego "widzi mi się" lub kierując własnym interesem. Urzędnik, który siedzi w biurze i myśli jak coś ugrać dla siebie nie może wiedzieć lepiej od piekarza co dla niego dobre. Dlatego przymus np. ograniczenia/zwiększenia (ogólnie zmiany) produkcji chleba nie jest w interesie piekarza. On i tak zawsze podejmuje najoptymalniejsze i najlepsze dla siebie decyzje, więc po co nim kierować? Tu nie może chodzić o dobro przykładowego piekarza. Notabene, najczęściej bywa tak, że jeśli coś jest przymusowe to jest dla ludzi niekorzystne. Człowiek świadomy i odpowiedzialny zawsze wie co dla niego dobre i jeżeli wie, że będzie potrzebował pieniędzy na starość, bo nie będzie zdolny do pracy to się ubezpieczy. Nie można ludziom wskazywać drogi wyboru dotyczącej ich własnego interesu/życia (np. przy podejmowaniu decyzji: czy się ubezpieczyć?). "To tak jakby odgórnie, ustawowo narzucić wszystkim mycie zębów. Każdy wie, że to dobre ale nie można tego narzucić."2 Nie odbierajmy ludziom możliwości kierowania sobą (to jest prawdziwa Wolność), bo jeśli na to pozwolimy to państwo będzie ingerowało wszystkim co wartościowe. M.in. gospodarką przez podatki albo absurdalne zapisy prawne, tak jak w obecnie panującym etatyźmie. Wolność wyboru dotyczącego SIEBIE powinna zostać bezsprzecznie przywrócona. Nawet kosztem tych, którzy nie są w stanie pokierować własnym losem. Wiadomo, że jest całe mnóstwo ludzi, którzy nie mając obowiązku ubezpieczenia zostałoby na starość bez grosza przy duszy. Ci ludzie po prostu nie umieją sobie poradzić bez "opieki" państwa. Likwidując ZUS tacy ludzie by przeżyli dzięki fundacjom (prywatnym(!)/kościelnym, jeśli by takie istniały) lub idąc za Darwinem przystosowałyby się w jakiś sposób do tego, że muszą sami o siebie zadbać pracując do późnych lat albo wyciągając pieniądze od swoich zdolnych do pracy dzieci (ich dzieci miałby przykład na swoich rodzicach dlaczego warto się ubezpieczyć i po jakimś czasie społeczeństwo nauczyłoby się samodzielności); w ostateczności by wymarli. Dotkliwe i może dla niektórych smutne ale jak najbardziej prawdziwe i logiczne, z pożytkiem dla dobrych wartości, samodzielnych i odpowiedzialnych, ludzi potrafiących zadbać o siebie. A teraz zastanówmy się nad czym "co widać a czego nie widać"3. Na ogół zauważamy problem tych nieporadnych/niesamodzielnych, jednak nie zauważamy drugiej części ludzi, być może liczniejszej, która by zaraz zyskała, nie zostając okradanym przez zakład. Np. rodzice chcący zainwestować w swoje dzieci, w ich naukę, stypendia, tak aby one wyrastając na ludzi porządnych mogły bez problemu utrzymać swoich rodziców; lub ci, którzy wolą odkładać swoje pieniądze do banku niż do ZUS'u, często nie bez powodu nazywanym Zakładem Utylizacji Szmalu. Przecież gdyby ZUS był dobry to ludzie świadomie dysponujący swoim majątkiem by wpłacali tam pieniądze. Jednak libertarianie, przytomnie pytają: co się dzieje z pieniędzmi osoby, która opłacała ZUS przez całe swoje życie i nie dożyła emerytury? Albo nawet dożyła emerytury jednak pobierała emeryturę, która była ułamkiem kwoty sumarycznej, wpłacanej przez całe życie. ZUS powinien być instytucją rentowną, nie mającą problemów z wypłatami godnych emerytur. "W praktyce ZUS od wielu lat jest instytucją deficytową i dofinansowywaną z budżetu państwa"4; "W latach 2009 - 2013 na wypłatę świadczeń zabraknie 256 miliardów złotych."5 Jest to jedna z większych, aczkolwiek paradoksalnie niezauważana przez ludzi, soc-grabież, która jawnie i niejawnie hamuje gospodarkę każdego kraju.Przywrócenie odpowiedzialności ludzkiej byłoby nie tylko krokiem w stronę uniezleżnienia ludzi od państwa ale i całej gospodarki. Wszystko tkwi w mentalności i przyzwyczajeniach ludzi. Jeśli niepozwolilibyśmy na ingerowanie państwa w interesy własne dot. przykładowo podanych ubezpieczeń, to niedopuścilibyśmy na ingerowanie osób trzecich we własne interesy gospodarcze. Ludzie mogliby włączyć w obieg gospodarczy więcej pieniędzy, chociażby tych niewypłaconych z emerytur swoich rodziców. W sumie byłaby to ogromna kwota pobudzająca światową gospodarkę i zmniejszająca bezrobocie, które w naszych czasach opłacamy utrzymując np. urzędy pracy. Prawo (nie-karne) powinno być dostosowane do ludzi normalnych, umiejących zadbać o siebie a szczególnie sprzyjać najlepszym. "Na świecie jest wielu karłów, ludzi o nienaturalnie niskim wzroście, jednak drzwi są produkowane dla ludzi zdrowych, normalnego wzrostu"6. Tak samo powinno być z tworzeniem prawa, prawa nie ingerującego w działalność prywatną (przez podatki) ani nie zajmującego się aberracjami społecznymi. W g.c.p. zawsze zakłada się, że urzędnik wie lepiej od przedsiębiorcy czego przedsiębiorca potrzebuje. Otóż jest to oczywiście złe założenie, bo nigdy tak nie jest, co kończy rozumowanie logiczne i obala sens g.c.p. na poziomie naukowym (logicznym). Nie wszyscy jednak są przekonani do rozumowania logicznego lub nie zgadzają się z założeniem. Od tego są przykłady wzięte z historii. Najlepszym przykładem, które powinny przmówić do każdego zwolennika g.c.p. jest ZSRR, która nieudolnie trwa w socjalu i g.c.p. od wielu lat. Jak na tym wychodzi? Każdy widzi. Średnio, jak to w socjaliźmie. Inny przykład to Kuba w której nieefektywna gospodarka upadła w roku 1991; w 1992 Fidel Castro aby pobudzić gospodarkę był zmuszony do określenia zakresu działania prywatnej działalności gospodarczej. Korea Północna - również kraj socjalistyczny, trwający w g.c.p., niewiedzieć czemu w roku 2002 władza "rozpoczęła eksperyment z kapitalizmem w Przemysłowym Regionie Kaes!5;ng"7. Przykładem z innej półki są Stany Zjednoczone, które w okresie swojej świetności były całkowicie wolnorynkowe. To wtedy ranga USA wzrosła do jednego z najprężniej rozwijających się państw na świecie. Państwo nie ingerowało w własność obywateli, nie troszczyło się o bezrobotnych ani w ogóle o nikogo. Jak na tym wyszli Amerykanie? Każdy widzi. Dzisiaj, choć mówi się nam, że jesteśmy wolni (w kliku znaczeniach tego słowa), to tak rzeczywiście nie jest. Obecna wolnorynkowość polega na pewnej względnej swobodzie gospodarczej względem czasów, które większość ludzi dorosłych pamięta, czasów PRL-u. W porównaniu z minionymi czasami, czasy obecne są czasami wolności. Nie w taki relatywny sposób powinniśmy definiować kapitalizm czy wolny rynek. Gąszcz przepisów i nakazów jaki panuje w prawie dotyczącym gospodarki zabija wolnościowe idee. Nie liczy się zaangażowanie, chęć pracy i dobra wola człowieka a znajomość kruczków prawnych. Managerowie firm często zatrudnianiają ludzi na czarno, zaniżają oficjalne wynagrodzenie pracowników tak aby odprowadzić jak najniższy (a i tak horrendalny) podatek. Jakim prawem? Co ma do tego państwo?! Jakim prawem państwo wtrąca się w osobistą umowę ludzi? Jakim prawem urzędnik zabiera mi połowę tego czego chcę wypłacić pracownikowi za wykonanie pracy? Jeśli pracownik zgadza się na nieopłacenie ubezpieczeń zdrowotnych, tak aby powiększyć swój dochód kosztem ubezpieczenia, to jakim prawem urzędnik każe mi, pomimo to opłacić odpowiednie ubezpieczenie? To tylko jeden z przykładów takich prawnych bzdór. A jest ich całe mnóstwo. W imię czego? Po co? Żeby legalnie, co nie, co ukraść (w podatku). Od każdego. Najlepiej więcej od tych którzy mają więcej (podatek progresywny) i jak Robin Hood rozdać po trochu tym którzy nie pracują (tak dla zachęty) a resztę wsadzić do własnej kieszeni. Aby tym wizjom zaradzić i wprowadzić naprawdę wolnorynkową gospodarkę trzeba całkowicie uniezależnić gospodarkę od państwa drastycznie ograniczając podatki (a więc również eliminując opłacanych przez nas urzędników), które są główną przyczyną zahamowania gospodarczego. W naszych czasach nie dość, że podatki nakłada się na niemal wszystko (VAT) to są one niewiarygodnie wysokie. "Wyliczenia wskazują, że łączna suma płaconych podatków przekracza obecnie 60% wypracowywanych pieniędzy. Wysokie i skomplikowane podatki krępują przedsiębiorczość, generują szarą strefę i bezrobocie. Warto zauważyć, że kraje o niskich podatkach rozwijają się dużo szybciej a ich poziom bezrobocia znajduje sie na naturalnym poziomie."8 (w Biblii za uczciwy podatek podaje się dziesięcinę, a więc 10%). Sztuka bogacenia się a więc sztuka przedsiębiorczości to w naszych czasach nie sztuka wymyślenia czegoś co by się sprzedało, bo z tym by nie było problemu, nie jest to również sztuka znalezienia w sobie chęci "do roboty". Jest to sztuka uniknięcia uciążliwego podatku, gdyby nie on, nasza firma nie mogłaby być nierentowna. Dzisiaj, wśród przedsiębiorców, ważna jest też znajomości prawa, które można na pewnym poziomie wtajemniczenia zinterpretować na swój sposób albo znaleźć takie zapisy, które ułatwiają pozbycie się części podatku. Ci którzy prawa nie znają wystarczająco dobrze tworzą szare strefy zatrudnienia, które są pożyteczniejsze od tych legalnych, bo w końcu zamiast "wylewać własne pieniądze do rynsztoku"9 dajemy komuś pracę i dajemy mu wynagrodzenie nieskażone podatkiem. Obniżając podatki w obiegu gospodarczym pieniędzy jest więcej a Ci którzy żyli z naszego podatku sami muszą zacząć coś robić i choć (w przeciwieństwie do zaoszczędzonych pieniędzy) ich jest niewielu też w jakiś sposób pobudzają gospodarkę. Podsumowując. Gospodarka oparta na wolnym rynku jest "naturalna", dlatego niezawodna i bezsprzecznie lepsza od sztucznej ingerencji człowieka w obieg pieniądza jakim jest gospodarka planowana centralnie. Żyjemy w czasach gospodarki etatystycznej, a więc nie wolnorynkowej. Mam nadzieję, że jest to płynne przejście od gospodarki PRL-owskiej do nieskażonej gospodarki wolnorynkowej, której w dzisiejszym świecie nie ma. Co do fałszywych tłumaczeń, że podatki niższe być nie mogą (bo państwo się zawali, nie będzie dróg i EURO 2012) wymienię kilka państw z listy krajów zwanych oficjalnie i nieoficjalnie "rajem podatkowym". Są to m. in.: Monako, Szwajcaria, Andora, Lichtenstein (najbogatsze państwo świata wg PKB per capita; podatek liniowy od osób fizycznych wynosi od 3,24% do 17%) i coraz mniej rajskie USA. I jakoś żyją. 1na potrzeby tego tekstu; powtarzające się: g.c.p. - gospodarka centralnie planowana 2autor: Janusz Korwin-Mikke 3autor: Frédéric Bastiat 4źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/ZUS 5źródło: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4824926.html 6autor: Stanisław Michalkiewicz 7źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Korea_P%C3%B3%C5%82nocna#Gospodarka 8źródło: http://www.wroclaw.upr.pl/viewpage.php?page_id=6 9autor: Wojciech Cejrowski
kategoria:
Polityka
Komentarze (0)
2008-12-07 00:46
Poczułem, że muszę napisać o tym. O edukacji. Głównie dlatego, że jestem dość mocno wyrobione zdanie na ten temat. Jednak ostatecznie do napisania skłoniła mnie książka do matematyki (konkretnie do geometrii - dedykowana dla kl. 1 LO i technikum) sprzed 20 lat, którą kupiłem za 2zł niedaleko mojego liceum, w budzie, którą zaopatrują miejscowi zbieracze papieru (pal licho, nie obrażą się na mnie, bo niby skąd mają wiedzieć - żule). Od czasu do czasu można tam znaleźć coś naprawdę wartego co najmniej tych 2 złociszy. Lokalizacji może nie podam, bo jeszcze zrobię im reklamę i już tam nic nie znajdę. ;P No ale do rzeczy. Przed parunastoma minutami zacząłem ją po raz kolejny przeglądać. Książka oczywiście jakiegoś państwowego PWN-u, kartki wyblakłe, czcionka taka typowa dla tamtych czasów. Oczywiście książka czarno-biała, a właściwie 'sepio-czarna', bo kartki zżółkniałe, bez obrazków nie przedstawiających figur czy brył, po prostu niewyobrażalna dla przeciętnego dzisiejszego ucznia. No ale mniejsza. Teraz najważniejsze: TREŚĆ. Na okładce tej książki poza tytułem GEOMETRIA widnieje napis "kl. I LO i I technikum". Ja jestem w drugiej klasie liceum i otwierając tę książkę widzę zadania, które dzisiaj oznacza się gwiazdkami, kwadracikami, grzybkami, wykrzyknikami itp. Te zadania są stworzone dla człowieka, który uczy się myśleć a nie robić schematycznie. Książka ma ponad 200 stron. Powtarzam, jest to książka do GEOMETRII. A co z algebrą?! To jest kolejne 200 stron teorii i zadań. Nie do pojęcia dla dzisiejszego, nawet maturzysty. Geometria rozdrobniona na części pierwsze. Oddzielnie proste, kąty, koła, okręgi, sfery (o których w dzisiejszym liceum wspominają bardziej ambitni nauczyciele) i mnóstwo innych. Na pierwszych stronach każdego rozdziału są matematycznie poprawne twierdzenia, którą jednoznacznie określają co czym i kiedy jest. W dzisiejszym liceum takie rzeczy na lekcjach są pomijane. Nie ważne co to jest prosta, półprosta, kula, sfera, kąt czy płaszczyzna. Mogę dać sobie głowę ściąć, że 90% mojej pseudomatematycznej klasy nie mogłoby określić językiem matematycznym, nawet nie do końca sformalizowanym, co jest czym i kiedy. Mowa o klasie matematycznej! Co dopiero inne! A ta omawianą książką pewnie nie tylko posługiwały się klasy MAT (o ile takie mogły formalnie istnieć na poziomie LO). Teraz trzeba mieć szczęście(!!) żeby trafić na wymagającego nauczyciela. Ja miałem szczęście takiego mieć w gim. (pozdrawiam i dziękuję Pani Zofio!) i może teraz, po roku nic-nierobienia, w LO. Edukacja państwowa upada nieuchronnie. I to nie dlatego, że znalazłem jedną książkę, która mi uświadomiła jak bardzo poziom edukacji się zniżył. W dobie względnego dobrobytu edukacja powszechna ustępuje czasowi wolnemu i nic-nie-robieniu. Przy okazji, przyszło mi do głowy: odpowiedzmy sobie na pytanie. Jak w dzisiejszych czasach reklamuje się przeciętna szkoła? Wystarczy wejść na dowolną stronę internetową prawie dowolnej szkoły. Boisko, bieżnia, siłownia, biblioteka, dobry dojazd no i oczywiście komputery zafundowane przez UE, zakupione dzięki naszym składkom (oksymoron?). To nie jest normalne. Nastąpiła zupełna zmiana/degradacja priorytetów wśród uczniów. Otóż powinno być zupełnie na odwrót. Zamiast wkładać kasę w boisko i bieżnię szkoła powinna zainwestować w nauczycieli albo środki do nauczania. Komputery natomiast powinny być STARE, takie z procesorami 300MHz i monitorami kineskopowymi, najlepiej bez myszek. Tak żeby nie było opcji grania w cokolwiek poza grami konsolowymi jeśli takie istnieją. Takie komputery absolutnie wystarczają i przewyższają potencjał uczniów; mam na myśli moc obliczeniową komputera do programów jakie można na nim napisać na poziomie LO. W dzisiejszych czasach nawet w potocznie rozumianych 'dobrych' szkołach są ludzie, którym najchętniej wręczyłbym szpadel albo uniform pracownika McDonald'a. Ci ludzie nie chcą się uczyć. W tym wieku 17-18 lat. I nie piszę to o przedmiotach, z którymi nie wiążą przyszłości ale nawet o takich, które mają w nazwie klasy do której chodzą. Oni nie wiedzą nic więcej niż trzeba. Hah, nawet i nie to! Nie można kogoś takiego kształcić pod przymusem. Kiedyś mało kto miał okazję się uczyć. Dzisiaj jest diametralnie inaczej. Wszyscy MUSZĄ się uczyć. No a empirycznie a wręcz instynktownie wszyscy zdają sobie sprawę, że jeśli coś jest upowszechniane wśród, dosłownie, hołoty to to coś straci na wartości. Tak właśnie poziom nauczania traci na wartości, co więcej, nawet Ci ambitni, chętni do pracy, ulegają tej większości, która ZAWSZE jest głupsza, mniej chętna do pracy i wysiłku, i mniej ambitna. Dzisiaj nawet nie mówi się o ambicji i rywalizacji jaka powinna panować wśród uczniów zdobywających jak najlepsze oceny, dzisiaj nazywa się to 'niezdrowym wyścigiem szczurów'. Autentyk z życia wzięty, najczęściej skierowany do elitarnych LO jak warszawski Staszic (cholerne wypracowanie na egzaminie gim... 7pkt. ;/). Po prostu świat stanął na głowie. Zamiast równać w górę, równamy w dół. A później takie głąby zostają nauczycielami i 'uczą' (spluwam i pozdrawiam inną, pewną panią od mat.). Przynajmniej w liceach uczniowie są posortowani wg możliwości, biorąc pod uwagę egzamin. Ale to i tak marne pocieszenie. Bo np. jakiś geniusz mat., który ma 100% z arkusza mat.-przyr. pisze gorzej arkusz z pol. i ***a. Dostaje się do takich przeciętnych. I albo się od nich odizoluje i zostanie nietowarzyskim odludkiem albo przystanie do takich miernot i sam takim zostanie. Co na to poradzić? Przede wszystkim znieść absurdalny przymus nauki. Kto powiedział, że nauka jest ważniejsza od bycia sportowcem? A może ja mam inne priorytety i chcę zostać sportowcem. Dlaczego więc nie ma obowiązkowych zajęć lekkoatletycznych? Nie wszystko dla wszystkich. To, że ktoś utalentowany ze wsi (istnieją w ogóle jeszcze wioski w Polsce?) nie będzie miał możliwości nauki przez to, że nie jest powszechna jest mniejszym złem od tego, że tumany otumanią tych, którzy chcą się uczyć i to robią. Jednak jakoś słyszy się często opowieści babć/dziadków, że "ja to miałam daleko do szkoły i ciężko było, bo trzeba było jeszcze pracować" a jednak uczyli się. I to efektywniej! Ich matury nie zdałoby dosłownie 90% dzisiejszych maturzystów.Pogrzebcie w internecie w poszukiwaniu matur sprzed lat 70. Albo najlepiej tych przedwojennych. Dużo by można pisać, bo dużo jest do napisania i do zmienienia. Jeśli jednak jesteś dalej, Czytelniku, przeciwnikiem zniesienia przymusowej edukacji to wiedz, że są mądrzejsi od Ciebie. ;) Większość zawsze jest głupia.
kategoria:
Polityka
Komentarze (1)
Najnowsze wpisy
Kategorie
Najnowsze komentarze
2009-11-03 21:55
pfg do wpisu:
Dowcip
Dowcip podany błędnie. Ostatnie podane przez ciebie zadanie powinno mieć datę 1999 (trochę[...]
2009-07-23 19:48
kronos do wpisu:
KDT - Kupieckie Domy Towarowe rozjechane przez Waltzową
Jak wynika z relacji kupców, Walcująca zaproponowała lepszą lokalizację,
tyle tylko, że czynsz[...]
2009-07-22 00:26
patryk007@vp.pl do wpisu:
KDT - Kupieckie Domy Towarowe rozjechane przez Waltzową
http://marlowe.bblog.pl/o_mnie.html
"Kto nie rozumie logiki, ten zwykle nie rozumie i tego, że[...]
|